wtorek, 12 czerwca 2012

Rozdział 2


Stałam w dużym jasnym pokoju, po lewej stronie na całej ścianie były ogromne okna. Pokój był bardzo wysoki i prawie pusty. Stałam na samym jego środku, jak malutka mrówka która nie wie gdzie, po co i dlaczego się akurat tu znajduje. Spojrzałam do góry, sufit wysoce oddalony był jasny, kremowy, ledwo co dostrzegałam leciutkie wzory na nim wymalowane. Spojrzałam na podłogę, jasna, jakby przed sekundą wypolerowana odbijała promienie słońca wchodzące przez okno. Stałam na środku prawie nie ruchomo kręcąc głową w lewo, w prawo, do góry i na dół szukając czegokolwiek, co wyjaśniłoby mi w jakim jestem miejscu. Wszystko było jasne, nie było mebli, lamp, luster, tylko ogromne okna przez które wpadało słońce. Stojąc tak przypominały mi się wycieczki z podstawówki po starych zamkach, przebiegaliśmy wtedy szybko przez każdą komnatę nie przywiązując wagi do tego jak tam jest. Właśnie tak się tam czułam, jak w komnacie jakiegoś starego zapomnianego zamczyska.

        -Okna! Dlaczego wcześniej nie pomyślałam?! Coś musi być za oknami! – powiedziałam po cichu. Ruszyłam w stronę okien i wtedy zaczął do mnie dochodzić cichutki dźwięk, ale nie zwracałam na niego uwagi myśląc tylko o tym co znajduje się po drugiej stronie okien. Doszłam w końcu do jednego z nich. Stojąc na brzegu pokoju wydawał się być jeszcze ogromniejszy. Dźwięk ciągle jakby był w oddali, ale stawał się coraz głośniejszy. Spojrzałam do okna i aż mnie zatkało. Ogromna łąka, a na niej cały dywan kwiatów, błękitne niebo, a na nim słońce, myślałam że oddechu nie złapie. Stałam zamurowana, nie zwracałam nawet uwagi na ten z każdą chwilą bardziej denerwujący dźwięk, nagle usłyszałam wołanie. Głos ciepły, miły, ale mi nie znany powtarzał Tosiu, Tosiu. Poczułam że ktoś za mną stoi, czułam czyjś oddech tuż za moją głową. Postanowiłam się odwrócić. Już miałam spojrzeć za siebie kiedy dręczący mnie już dłuższy czas dźwięk stał się tak przeraźliwie głośny, że nie można go było wytrzymać. Ten dźwięk, jest taki znajomy, otworzyłam oczy i wszystko zniknęło, zielona kwiecista łąka, ogromne okna, oddech na ramieniu i ten ciepły głos. Byłam w moim pokoju, na początku nie wiedziałam co się dzieje. Sen! To był tylko sen! – pomyślałam i spojrzałam na rozgrzany telefon w którym budzik dzwonił już od dobrych 10 minut. Budzik, mój budzik to ten dźwięk, dlatego był mi znajomy. Popatrzyłam na zegar. 

- Cholewcia jasna! – krzyknęłam, wyskakując z łóżka.Dzisiaj poniedziałek,  jak zwykle się spóźnię. Pobiegłam do łazienki, potem przebiegłam przez kuchnie połykając kawałek bułki. Wtargnęłam z powrotem do mojego pokoju, z szafy wyleciały spodnie i pierwsza lepsza bluzka, machnęłam szczotką po włosach chwyciłam torbę i byłam gotowa. Wybiegłam z pokoju, wskoczyłam w buty i już miałam wyjść kiedy usłyszałam cichutki głos.

  - Tosiu? Dokąd się tak spieszysz, zostań ze mną w domu, pobawiłabyś się ze mną. – Olek mój mały kochany braciszek stał w drzwiach z misiem w ręku, patrzył na mnie rozespanymi oczami.

 - Muszę iść na lekcje, ale pobawię się z tobą jak wrócę, obiecuję. – ucałowałam go w czółko i wybiegłam z domu.





____________________________________________
 Hej!
To ciąg dalszy, jutro, albo pojutrze postaram się dodać następny rozdział, jeśli oczywiście będzie to ktoś czytał ;d. Mam nadzieję że się Wam spodoba! Proszę o komentarze i dodawanie do obserwowanych :))

3 komentarze:

  1. takie , hmm. No tajemnicze ^^
    uwielbiam twojego bloga i czekam na więcej! <3
    świetny rozdział ! ; *****

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na następny.
    Rozdział SuPeR.
    Zapraszam do mnie na piątkę:
    http://nie-pytaj-o-sens.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie się podoba, więc obserwuję ;D

    OdpowiedzUsuń